#5/kraków

Rafał pisze:
Kraków przywitał nas świetną pogodą. Mieliśmy za sobą krótką noc i dwie dwugodzinne podróże pociągami i jedyne, czego nam brakowało, to właśnie upał i tłum ludzi. Plecaki w depozycie, więc poszliśmy w stronę rynku. Nie spędziliśmy na nim ani chwili, poza dwukrotnym przejściem przez. 
Zbawieniem okazało się zimne piwo za 7 zł, a jego miłe wspomnienie towarzyszyło nam, gdy wracaliśmy z rynku. Po krótkim postoju u Darii, około 20 poszliśmy nad Wisłę, bo to przecież królowa polskich rzek, duma narodowa, a i Wawel z jej brzegów ładnie widać. Siedzieliśmy na trawie pijąc piwo i walcząc z komarami. I wtedy wydarzyło się coś dziwnego, co zauważyłem dopiero po otrzymaniu skanów. Zrobiłem trzy zdjęcia ładnie oświetlonego nocą zamku i jego odbicia w rzece. Z trzech zdjęć na kliszy zostało jedno, a  to, co jest na nim, za nic nie przypomina tej perełki architektury. Może wina leży w tym, że wśród kilku, niedawno wyciągniętych z lodówki piw, były też dwie puszki lecha. Ciekawe co na to redakcja niewiarygodne.pl? 

Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś, a ja myślę, że nie umiałbym tam żyć, ani pojechać tam, by znów zobaczyć to miasto. Bez powodzenia szukałem w nim klimatu, który można wyczuć w piosence Kraków zespołu Myslovitz. Już nawet głos Rojka i Grechuty nie przekonują mnie do byłej stolicy. Myślę, że musiałabyś zniknąć, żebym w okolicach krakowskiego rynku włączył sobie ten utwór i zapałał jakąś większą sympatią do tego miejsca. Chociaż nie wiem, czy byłaby to sympatia, czy może katowanie się wspomnieniami, jak niedawno. Kraków, Kraków i Ty, to nie tak dobre połączenie, jak Katowice, Ukryte i Ty. 










1 komentarz: