#21/ tęsknienie


eta pisze:
tak trochę mi się roztęskniło. wytrzymać jeszcze trochę, zrobić co trzeba i wsiąść w pociąg, najlepiej nocny, żeby podróż szybciej minęła i znowu się trochę podotykać, pożyć. nabrać powietrza w pozycji, która innych przyprawiłaby o jego brak. podusić się Tobą.
tęsknię też do jesieni, bo uświadamiam sobie, że ta droga ma tylko jedno rozwidlenie, a później już długo, długo nic. nawet jeśli to lekko przeraża, nawet jeśli niewiedza i wszystkie nie wiem w odpowiedzi na co później? są lekko dobijające, to i tak przecież jakoś to będzie i jakoś się ułoży. chciałabym już chyba stać przed tym prawoczylewo, bo wtedy palce będą wyczuwać bliskość tego, czego zawsze pragnęłam, po co zawsze wyciągałam ręce. póki co jednak, jakby w przeczuciu, że nie będzie tak cudownie łatwo, zwijam się na materacu z laptopem i zieloną herbatą i oglądam przyjaciół. przyznam, że całkiem dobrze się tak tęskni.

a zdjęcie ołpenerowe robił emszi, który od dzisiaj jest także tutaj.



#20/ powroty

eta pisze:
mogłabym zaryzykować i napisać, że mam dwa Domy. ryzykowanie różnych stwierdzeń to już jedno z moich ulubionych naszych wspólnych zajęć (tuż obok picia kawy, jazdy samochodem i oglądania filmów, leżąc na kanapie). ryzykuję, mam dwa Domy.
co do tego powyżej: tak wyglądają deszczowe niedziele. newsweek i oglądanie przyjaciół. inne deszczowe dni też miło się spędzało: czterej pancerni i zero siedem zgłoś się z Twoim tatą albo fochy pretendujące do miana fochów roku i przeminęło z wiatrem, do którego obejrzenia kiedyś Cię zmuszę.
pomyślałam właśnie, że tak jest zawsze - sama podróż jest łatwa i znośna, ale świadomość, że znowu trzeba sobie szukać miejsca w swoim własnym domu, bo wszystko we mnie przyzwyczaiło się do Ciebie obok, ta świadomość jest przerażająca i skutecznie do takich rozstań-powrotów zniechęcająca. prawdą jest, że jesteśmy jak ta książka w dwóch tomach, z których jeden u mnie, a drugi u Ciebie, ale z  drugiej strony sytuacja klaruje się coraz bardziej, a jej chwilowość uspokaja mnie bardziej niż mógłbyś po moim zachowaniu sądzić. jasne, wątpliwości, strach są, ale to chyba oznacza tylko tyle, że nie straciliśmy resztek rozsądku.
przypadkowo zostawiłam nabokova u Ciebie i jeszcze bardziej przypadkowo zabrałam ołówek z mysłowic. koszulek nie kradłam.
a następnym razem zrobimy kluski.
aha, chciałam powiedzieć: karkóweczka z grilla - miodzio!

#19/opener/błocener











eta pisze:
bylimy na opku. na iksach. oto reportaż. zjadłam rafałowi jedzenie i to podobno nie jest  śmieszne. nie wiem dlaczego niby, bo przecież zawsze zjada moje niedojedzone (emszi poświadczy).
buziołki, idziemy na spacer.

ps. iksy!<3

Rafał pisze:
Głupio było, bo mi buty przeciekły błotem. Chociaż iksy ok i pod sceną mniejsze błoto. Mało ludzi ostatnio wchodzi na mojego blogaska, więc tam niech wchodzą, bo tu nudno i głupio.
Zdjęcia robiłem prohipsterską Xperią, bo mi się nie chciało nic więcej brać.
TUTAJ KLIKNIJ, ŻEBY WYGRAĆ POLONEZA

A ostatnie zdjęcie z kawałkiem Emsziego :P.

#18/pociągi





eta pisze:
udało mi się spakować. dobre rzeczy coraz bliżej. za dwanaście godzin ramiona, bliskość, kompletność.
nie mam słów, ale mam nadmiar w bez-dotykach, więc wiesz co musisz jutro zrobić.

#17/tg/kebs






eta pisze:
trochę emocje opadły, nie wiedziałam, że to całe zamieszanie wokół euro może zrobić z mojej mamy, patki i natki takie wielkie fanki. mała n. przez całą pierwszą połowę biegała po kuchni i śpiewała. drugą połowę wgapialiśmy się wszyscy w telewizor, siedząc na górze - teraz zostałam sama i robię co mi pan rafał kazał, znaczy - zdjęcia wklejam tu i piszę ten bezsens.
po powrocie z katowic, o które to zahaczyliśmy porządnie wracając z krakowa dawno temu, zmuszeni zostaliśmy zrobić sobie postój w tarnowskich górach. czasu starczyło akurat na zjedzenie zajebistej kanapki z piekarni znajdującej się naprzeciwko staszica i spalenie papierosa na kebsie.

#15/Ecikowo

Rafał pisze:
Eta mi krzyczy, że mam zacząć pisać, bo to ja lubię na górze pisać. Fakt, na górze lubię, chociaż na dole też jest fajnie. Teraz ona się zabawnie śmieje, bo, nie uwierzy pewnie nikt, siedzi obok mnie. 
Obok też jest fajnie, nie powiem, że nie. Rafciu całuje Etę w uszko, a wy udławcie się zawiłością. Chociaż pewnie bardziej pasowałoby zawiścią.

Buziaczki.








eta pisze:
rafciu całuje mnie w ucho i nie chce dać laptopa. za oknem burza, za drzwiami rodzice, a mecz w telewizji był niezwykle pasjonujący. przerwa pomiędzy pierwszą a drugą połową również. 
mam napisać coś o tych zdjęciach może. to może napiszę, że jutro jedziemy do kato i spotkamy się również z naszym prywatnym panem fotografem czyli jimmim, którego z tego miejsca bardzo serdecznie pozdrawiamy. planujemy spędzić z nim resztę życia i jutro będziemy omawiać szczegóły. 
a tak serio to mieliśmy dzisiaj z rafciem wprowadzić nieco romantyzmu w nasze życie, rozmawiając o poezji, ale - jakie czasy, taki romantyzm. 
oddamy się więc teraz pewnym innym przyjemnościom -JESTEM KURWA GŁODNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




#14/Pociągi

Rafał pisze:
Za chwilę. Za dwie godziny będę stał na dworcu i czekał na ten pociąg, co mnie zawiezie do Ciebie. Ten pociąg, który uczyni nasz pociąg do siebie rzeczywistym.

i pewność: pociągi są też po to, żeby wracać.


#13/Katowice/Tesco całodobowe

Rafał pisze: 
To był koniec kwietnia. Noc z 29. na 30. Na szczęście jest Tesco całodobowe, a w powietrzu było ciepło. Były lody jedzone kupionymi łyżeczkami, była whisky, była cola, były jakieś klikające LMy. Lans na vans też był. Nasze zwłoki zajmowały ławkę przed Tesco przez kilka godzin, ale nie, nie spaliśmy. Bawiliśmy się dobrze. Rozmowy o biznesie wieczorową porą są bezcenne. I jakże romantyczne, co nie? 











eta pisze:
być może panowie z ochrony też oglądają naszego blogaska, dlatego chciałabym ich z tego miejsca bardzo serdecznie pozdrowić. i nadal ubolewam, że nie udało mi się poukładać wszystkich książek.
jestem strasznie na pogodę wrażliwa, rzucam się na materac (nie łóżko) i nie mogę wstać, chociaż powinnam, bo wypadałoby posprzątać przed przyjazdem rafciów. zapewne po jutrzejszym porannym grzebaniu w szafie wszystko wróci do stanu teraźniejszego, ale dobre chęci też powinny być brane pod uwagę. już wystarczająco wjeżdża mi na ambicję :(
plus: kto nie spał, ten nie spał.

#12/Katowice nocą

Rafał pisze:
Patrzcie, byliśmy w Katowicach. Pan niżej, na ulicy Francuskiej, ma wciąż białą koszulkę z napisem "Italia". W restauracjach podają również pizzę (zamiast rolady i klusek). Świeci słońce, są fajne knajpki i klimat. Pytam więc, gdzie te stereotypy i skąd się one wzięły? No, faktem jest, że Eciołke ma węgielek zamiast serca, ale to podobno wszystkie dziołchy z górnego śląska tak mają. Jest świetnie i śmiesznie. 
Nocne Katowice zachęciły nas do aktywnego wypoczynku, o czym jeszcze nie raz napiszę. Miło było (znowu) iść tą samą drogą, którą szliśmy pierwszy raz. Tak, znów w tym samym kierunku. Kwiecień 2010, tak niewiele chcieliśmy. Spotykając się w tym samym miejscu, dwa lata później, nadal chcemy tego samego.

(Czuję się pusty. Pomysły mam w głowie, nie tworzę nic. Nie wiem czemu.)











eta pisze:
dodam tylko, że chwała bogu i zastępom anielskim za czuwanie nad nami i tesco całodobowe w scc.
północ, siedzimy i czytamy gazety, albo rafcie szukają łyżeczek, a ety układają książki.
mru.

#11/ maj






eta pisze:
maj się kończy. piję którąś tam kawę, zagryzam arbuzem, przeglądam poniedziałkowego newsweeka (jestem warta ledwo sto dolarów), czekam na telefon. takie dni jak ten dzisiejszy nie są najlepsze. od rana chodzi mi po głowie bowie, dużo myślę, mało mówię (i'm a thinker, not a talker), człowieku, który sprzedałeś (mój) świat: nie tracimy kontroli, czasem tylko oddychamy (umieramy) innym powietrzem
żadne obce lądy nie są tak dobre jak swoje.

zdjęcia z początku maja, był bez (jako metafora rozkwitu wewnętrznego, wiosny duchowej etc.), spacer do mojej Babci i hipsterskie fotki przy torach i nad stawem.

ps. słowa jak broń, więc należy obchodzić się ostrożnie. i mieć pozwolenie również. 

#10/ morze.

Rafał pisze:
A Eta była pierwszy raz nad morzem!!






eta pisze:
ja od zawsze wiedziałam, że mam swoje miejsce na północy, że ten śląsk, którego z serca nie wyrwę, bo jak (śląsk to węgielki i ciepło, to dobre miejsca i katowice, dobrzy ludzie tuż obok),  ten śląsk jest tylko etapem przejściowym.
dawno się tak nie cieszyłam, nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam tak szczęśliwa jak w ten sobotni poranek. najpierw lata oczekiwania, a później, z braku doświadczenia z bezkresem, z ogromem wód zabrakło mi słów na dłuższą chwilę i to był chyba ten moment w którym już się zdecydowałam. i zdania nie zmienię. masz mnie tym.
to była moja pierwsza tak daleka podróż pociągiem. i pierwsza podróż do Ciebie. za towarzyszkę miałam kasię, ale tak naprawdę to była podróż samotna. dużo rzeczy zjadł we mnie strach, dużo rzeczy strawiło strach. i później było jak chciałam: byłeś tym, który pokazał mi morze.
tyle pierwszych razów, ze spokojem stawiam kropki, zamykam oczy, zasypiam i mówię. tęskniłam do tego prawie tak samo bardzo jak do Twoich ramion.
to wszystko jest tak pretensjonalne, taka egzaltacja, takie bożonarodzeniowe szczenięce podniecenie, ale wystarczyło wrócić do domu, by uświadomić sobie, że naprawdę żadne miejsce nie będzie dobre, jeśli za obecność ma się jedynie jej substytut w postaci zielonej bluzy i zapachu. i to już nie jest ważne czy północ czy południe, czy pomorze czy śląsk, czy to będzie ta chora polska czy może skandynawia - ważniejsze, żeby udało nam się dopasować rzeczywistość do naszych planów.
przygryzam teraz wargę i myślę, że zaznaczyłam już swój teren. że to już jest miejsce, z którego się nie da wrócić, a jeśli któreś z nas spróbuje, to spokojnie może nazwać to tchórzostwem.

wracając, spałam niespokojnie. gdy przebudziłam się, a w słuchawkach słychać było to, pomyślałam, że jadę w złym kierunku.


#9/pociągi/katowice/whisky

Rafał pisze:
Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak miło było wyjechać z Krakowa. Jeszcze nas trochę pomęczył w pociągu, gdzie temperatura była ponad normę, a nie mieliśmy co pić. :< No ale można wiele przetrwać, jeśli jedzie się (znów) w kierunku Katowic. Odwiedziliśmy McDonald'sa na Stawowej, zrobiliśmy się butelką whisky i (zapominając uprzednio o wciągniętych kaloriach) poszliśmy w miasto. Jeśli ktoś myśli, że po tej butelce bliżej nam było ku skończeniu się, to niestety się myli. To był dopiero początek dosyć ciekawej nocy spędzonej po części na dworcu, po części na nogach, a po części pod całodobowym Tesco. Takie rzeczy tylko w Kato i tylko z nami.